Pomander, czyli przeszłość nigdy nie odchodzi, tylko się tuninguje!

pomanderDzisiaj będzie filmowo… Wieczór w piątek trzynastego to doskonały moment na horror, nieprawdaż? Wyganiasz męża z domu do kumpli, zapraszasz przyjaciółkę, bierzecie wino i najbardziej kaloryczne przekąski, jakie istnieją(!), oczywiście zapalasz świecę. Tym razem moim wyborem była Village Candle Obsydian – fantastyczne połączenie cedru, bursztynu, do tego odrobina wetiveru. A teraz film – klasyka, czyli „Dziecko Rosemary” Polańskiego. To dopiero klimat! Stopniowe budowanie napięcia, świetna muzyka Komedy i w pewnym momencie, doznajesz tego dziwnego uczucia, że nawet tutaj widzisz kawałek swojej pracy – taki jeden pachnący naszyjnik…

Co więc robisz? Wyłączasz film i zaczynasz gorączkowo przeszukiwać Internety, bo przecież umrzesz z ciekawości, a że póki się nie dowiesz, usta Ci się nie zamkną, przyjaciółka wie – seans musi poczekać 😉 Jak to „coś” się nazywało? I w końcu olśnienie: pomander! Jakie to były cudeńka – misterne wzorki wyrzeźbione w złocie albo srebrze. A w środku? Też cuda. Zanim mieszanka wonności trafiła do kuleczki, zioła i kwiaty rozpuszczano w wodzie różanej, potem gotowano, żeby na końcu uformować kulkę i obtoczyć ją dodatkowo w cynamonie czy odrobinie piżma.

Taki wisior lądował na szyi średniowiecznej elegantki – oczywiście na pięknym łańcuchu. Nosili je też mężczyźni, można było też powiesić pomander w pomieszczeniu. A po co? Nie tylko, żeby zdobić, ale zabijać nieprzyjemne zapachy, bo jak wiadomo – w średniowieczu higiena nie była za bardzo rozwinięta… (fuuuuj!). Zioła miały też chronić przed chorobami, czy leczyć ból głowy albo uspokajać. Medycyna naturalna i aromaterapia w czystej postaci 🙂 Ale o tym w następnym „odcinku”.

Dzisiaj chyba nikt już tego nie nosi (a może o czymś nie wiem i nie nadążam za trendami?!), ale taki pomander do pomieszczeń znalazłam! I to w swojej własnej pracy 😉 o np. tutaj: http://aromanti.com.pl/pl/p/Pomander-Platki-roz/1852  Ponadto kojarzycie pomarańcze nabijane goździkami? To także pomandery – i to bio, eko i bez glutenu 😉 I tak, wiem, że do świąt jeszcze kupa czasu, ale już nie mogę się doczekać! Zwłaszcza pierników – mniam!

PS Koniec końców film został na kolejny piątek trzynastego. Ale upiorna kołysanka chodzi za mną do dzisiaj! A pomander dynda przy drzwiach wejściowych 😉

*Foto via Pinterest.

pomander

pomander

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *